Pro-pan Bhutan

tumblr_ok301quqnm1qd8br9o1_1280

Jak podaje BBS (Bhutan Broadcasting Service), król Jigme Khesar Namgyel Wangchuck odznaczył wczoraj siedmiu inspektorów policji kryminalnej Bhutanu za zlikwidowanie sieci przemytników propanu. Odkąd w 1971 roku Bhutan przystąpił do ONZ jego podstawowym postulatem była zmiana nazewnictwa handlowych mieszanek gazów technicznych, a konkretnie LPG z popularnej „propan butan” na „butan propan” co, jak argumentował ambasador Bhutanu przy ONZ, byłoby zgodne z kluczem alfabetycznym, a poza tym zbieżność nazw nie sugerowałaby drugorzędnej roli tego azjatyckiego królestwa, wciąż borykającego się z pokolonialną traumą. Niestety, mimo rzeczowej argumentacji zgłaszane rezolucje były rokrocznie odrzucane, co w końcu zniechęciło Bhutańczyków przekonanych o międzynarodowym spisku koncernów paliwowych z należącym do byłego protektora Bhutanu – Wielkiej Brytanii – British Petroleum na czele. Wydany pod koniec lat osiemdziesiątych dwudziestego wieku zakaz stosowania propanu i jego mieszanek w obrębie królestwa został przyjęty przez poddanych jako ostateczne symboliczne zrzucenie jarzma brytyjskiego i jest respektowane do dziś. Niestety nepalska mniejszość jest przyzwyczajona do stosowania skroplonego gazu w przenośnych kuchenkach rozpowszechnionych dzięki wyprawom himalaistów (zwłaszcza nieudanym, gdy na wiosnę wystarczy pozbierać resztki sprzętu, które spłynęły z wyższych partii gór), a to oznacza popyt na przemyt.

Pod koniec stycznia bieżącego roku policji Bhutanu udało się przechwycić największy do tej pory transport propanu w granice królestwa, a przy okazji rozbić cały międzynarodowy gang przemytników, w którym występuje także wątek polski. Ładunki LPG, czyli propanu-butanu przewożone przez hinduskich i nepalskich najemników pochodziły z gazoportu w Świnoujściu. Zwykle gaz był konfekcjonowany w prowincji Assam, a następnie w puszkach od herbaty rozprowadzany na czarnym rynku himalajskiego państewka. Wszystko się zmieniło, gdy dwóch pracowników gazoportu, Bruno Głaz i Sławomir Przecier, postanowili przyłączyć się do procederu po poznaniu docelowego przeznaczenia gazu od jednego z hinduskich marynarzy. Zasugerowali oni, że w Polsce LPG jest popularnym paliwem do silników spalinowych, wobec czego oni chętnie sprzedadzą poloneza Caro należącego do Brunona G. i volkswagena Golfa, własność teściowej Sławomira P. na potrzeby szajki, gdyż oba te pojazdy miały instalację LPG ze zbiornikami imitującymi koła zapasowe. Pomysł spodobał się po drugiej stronie świata i już pół roku później wpłynęło zamówienie na kolejne cztery polonezy i sześć golfów. Bruno i Sławomir czuli, że odkryli żyłę złota. Niestety, polonezy były już dość trudno dostępne, więc nie mogąc zebrać więcej niż trzy sztuki, panowie postanowili wtajemniczyć teścia Sławomira P. Teść prowadził usługi spawalnicze i znał wiele warsztatów samochodowych, dla których często wykonywał drobne prace palnikiem acetylenowym. Na marginesie warto dodać, że acetylen, jako niepoprawny politycznie ze względu na niewłaściwe miejsce w spisie alfabetycznym, jest również indeksowanym gazem w Bhutanie. Jego lokalną oficjalną nazwą jest cetylen.

Teść Sławomira P. polegał na własnym doświadczeniu. Jego zakład znajdował się vis a vis posterunku policji, na tyłach plebanii. Dlatego też ogłosił zniechęconym wspólnikom, że „wszakże pod latarnią najciemniej”, wobec czego należy przygotować jeden zbiornik, wystarczająco duży, aby pomieścił na raz półroczny transport, a następnie wwieźć go legalnie do Bhutanu. Jak zapowiedział, tak zrobił. Zamaskowany zbiornik prezentowany jako „kula szczęścia” (w żargonie szajki zwany „statkiem – wazą” – z ang. vase vessel), miał być podarkiem polskiej delegacji przemysłu spawalniczego (w osobach Brunona G. i Sławomira P.) dla ludu Bhutanu. Symbolika miała nawiązywać do ziaren prosa i kukurydzy w barwach Unii Europejskiej symbolizujących rozgwieżdżone niebo nad Himalajami. Plan przebiegał pomyślnie, aż do czasu, gdy Sławomir P. pomylił przedstawiciela rządu z jednym z członków szajki („Nepalczycy są wszyscy do siebie podobni”, tłumaczył później przed sądem), chwaląc się przygotowaną wcześniej koszulką, na której w sanskrycie miało być napisane „gaz do Bhutanu”, ale przez nieznajomość pisma tybetańskiego, grafik przygotował napis „Bhutan do gazu”, co wzbudziło nieufność policjanta pracującego incognito. Szybki kontakt mejlowy z poznanym na wymianie studenckiej polskim detektywem – Sylwestrem Bukietem pozwolił inspektorowi Jigme’owi Ngedupowi na stwierdzenie, że delegacja może była polska, ale na pewno nie oficjalna. Informacje od polskiego detektywa o miejscu zatrudnienia członków delegacji pozwoliły natomiast połączyć szybko wszystkie elementy układanki i tydzień później cała szajka została aresztowana dzięki udanej współpracy bhutańskich i indyjskich organów ścigania.

Chciałem bardzo podziękować za wzorową współpracę Sylwestrowi Bukietowi oraz wyrazić żal, że obywatele poważanego przez nas kraju, ojczyzny tak znamienitych postaci – będących literackimi bohaterami narodowymi Bhutanu – jak Bruno Jasieński czy Sławomir Mrożek, wejdą na drogę przestępstwa narażając na szwank nasz indeks szczęśliwości. Tym bardziej jest nam przykro, że dokonali tego imiennicy sławnych w całym Bhutanie polskich obywateli – autora tomiku „But w bhutanierce” i autora życiowych dramatów wydanych u nas w zbiorze „BhuTango” – wypowiadał się na łamach „Głosu Ciechanowa” Jigme Ngedup.

 

(zdjęcie statku-wazy w fazie budowy wykonał Laurent Gaudart)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s