Krzyżyk na drogę

ray-k-metzker-philadelphia-1963

Ostry dźwięk dzwonka oderwał Sylwestra Bukieta od lektury kroniki kryminalnej „Głosu Ciechanowa”. Dzwonek dzwonił wściekle, ale stary fiat punto nie zamierzał wcale zjeżdżać z torowiska. Kierowca jedynie zamknął okno i starał się udawać, że skręca w lewo na zwykłej drodze powiatowej. Przekleństwa motorniczego było za to słychać nawet na końcu wagonu. Bukiet uśmiechnął się pod nosem. Wizyty w stolicy od zawsze kojarzyły mu się z problemami komunikacyjnymi. Korki, kolizje, awarie trakcji, przebite opony, a nawet płonące silniki autobusów – to wszystko regularnie przydarzało się detektywowi odkąd sięgał pamięcią. Tym razem obyło się jednak bez drogowej katastrofy. Fiat w końcu dokończył manewr żegnany ostatnimi dźwiękami dzwonka, soczystymi przekleństwami motorniczego i drwinami pasażerów nie szczędzących kąśliwych uwag na temat kierowców pojazdów z bliską Bukietowi rejestracją zaczynającą się literami WCI.

Tramwaj ruszył, a Bukiet pogrążył się we wspomnieniach. Najdłużej jechał tramwajem w latach siedemdziesiątych dwudziestego wieku, gdy odwiedził wujka w USA. To tam w sumie zaczęła się jego przygoda z kryminalistyką i to tam właśnie rozwiązał swoją pierwszą sprawę, chociaż nie miał jeszcze licencji detektywa. Miał za to siedemnaście lat i żelazne postanowienie spotkania porucznika Kojaka. Miał dla niego słynne pasiaste okrągłe lizaki. Wprawdzie tylko dwa, bo jednego dał wujkowi, a siedem pozostałych zjadł sam, ale liczył się gest. Podczas swojego dwutygodniowego pobytu codziennie wsiadał do innego środka komunikacji korzystając z dobrodziejstw wujkowego biletu okresowego i ruszał na poszukiwanie kryminalnej przygody, w której główną rolę odgrywałby charakterystyczny łysy przedstawiciel władzy. Oraz on sam oczywiście. Pewnie inaczej by planował swoją – jak się później okazało – jedyną wizytę za oceanem, gdyby zdawał sobie sprawę, że arenę jego poszukiwań od świata dzielnego porucznika dzieli prawie sto mil stanowej autostrady. Ósmego dnia pobytu zapomniał jednak całkowicie o nowojorskiej mafii, policji i zakazie reklamy papierosów wspierającym cukier na patyku. Tego dnia wujek przeczytał mu informację z codziennej gazety o martwym robotniku znalezionym na pętli w tramwaju linii 23. Była to szósta ofiara na tej trasie. Sylwester dopił swoją colę i po kwadransie niecierpliwie przestępował z nogi na nogę na najbliższym przystanku tramwajowym.

Na rogu Dziesiątej Alei i Bigler Street zaczynał się teren szkolny z dużym stadionem do futbolu amerykańskiego. Przystrzyżona murawa, trawniki i okalające kompleks drzewa dawały wrażenie oazy wśród ceglano-asfaltowej pustyni niskiej zabudowy południowej Filadelfii. Tutaj kończyła swoją trasę najdłuższa w historii świata linia tramwajowa licząca od pętli do pętli blisko 45 kilometrów. Bukiet wyszedł ociężałym krokiem z budynku kontrolera ruchu i padł znużony na trawę. Głęboko wciągnął powietrze do płuc i przymknął oczy, jeszcze raz przeżywając ostatnie godziny spędzone w tramwaju. Nie da się ukryć, że szczęście mu dopisało. Rano specjalnie wsiadł w stronę przeciwną, aby móc rozpocząć kurs od jednej pętli do drugiej. Początkowo nic się nie działo. Pasażerów o tej porze było niewielu. kolejne przystanki mijały w letnim sennym otępieniu i nawet przyszło mu do głowy, żeby jednak wyskoczyć na chwilę do wujka po kolejną colę, gdy jego uwagę przykuł wsiadający środkowymi drzwiami starszy człowiek. Płaszcz, damskie pantofle i kapelusz sugerowały emerytkę jadącą na popołudniowe nabożeństwo do jednego z pobliskich kościołów. Jednak gdy tramwaj ruszył, emerytka wyjęła z pod pachy wysłużoną hotelową biblię i zaczęła donośnym, acz monotonnym głosem nawracać podróżnych. „Toż to jakiś kaznodzieja” Pomyślał Sylwester tylko chwilę* dziwiąc się damskiej odzieży na wiekowym staruszku. Kolejni pasażerowie to wsiadali, to wysiadali, jednak kaznodzieja zdawał się tego nie zauważać. A może tylko nie przywiązywał do tego wagi? Po kolejnych dziesięciu kilometrach widać było, że jedynie młody Bukiet i ciemnoskóra kobieta w średnim wieku jadą dalej, wiec kaznodzieja zaczął się zwracać głownie do nich. Bukiet nie znał praktycznie angielskiego, więc nic nie rozumiał. Natomiast kobieta wyraźnie zaczęła blednąć, a głowa jej opadała miękko stukając afro fryzurą o szybę. Polska szarmanckość wzięła górę nad nieznajomością języka i Sylwester w trosce o dobre samopoczucie starszej od siebie kobiety wstał gwałtownie i mówiąc głośno po polsku „Czy pani dobrze się czuje?!” szarpnął okno nad głową pokrytą czarnymi sprężynkami wpuszczając do środka hałas ulicy, dźwięk klaksonów i ożywczy powiew spalin zmieszanych z zapachem gorącego asfaltu. To wytrąciło z równowagi kaznodzieję, który straciwszy wątek potruchtał do wyjścia. Ocalona dama w opałach odetchnęła z ulgą. „You saved my life. I was dying of boredom” – uśmiechnęła się do młodzieńca. Słowa „saved my life” i „dying” Bukiet rozumiał. Przecież u wujka wieczorami ciągle oglądali kryminały. Młody mózg szybko połączył fakty. Wyskoczył na najbliższym przystanku zanim jeszcze staruszek zdołał podejść do drzwi. Nie miał żadnego planu, ale los mu sprzyjał. Na przejściu dla pieszych zaczepił faceta z aparatem i pokazał mu na migi, żeby ten zrobił zdjęcie staruszka. Z początku fotograf nic nie rozumiał, ale przyglądając się stojącemu tramwajowi i sąsiedniemu pojazdowi widocznie doznał natchnienia, bo natychmiast migawka zaczęła trzaskać jak szalona. Bukiet w duszy modlił się, żeby choć na jednym ujęciu widać było starego kaznodzieję. wziął od fotografa wizytówkę i wskoczył ponownie do tramwaju. Na pętli skorzystał z telefonu służbowego dzięki uprzejmości motorniczego, który widział w lusterku jego brawurowy ratunek pasażerki. Po drugiej stronie linii wujek cierpliwie wysłuchiwał siostrzeńca, a potem tłumaczył jego słowa kierownikowi zmiany. Trzy kwadranse później tłumaczył ponownie to samo sierżantowi policji. A potem jeszcze raz inspektorowi kryminalnemu.

Następnego dnia lokalna gazeta dumnie informowała o aresztowaniu „tramwajowego truciciela umysłów”. Bukiet był bardzo dumny. Bezbłędnie wytypował kaznodzieję. Nikt przed nim nie przypuszczał, że staruszek może zanudzić współpasażerów na śmierć.

*chwila – tu: dwa przystanki

(tramwaj w drodze uchwycił Ray K. Metzker, w cyklu Philadelphia, 1963, a zaintrygowało nas tutaj)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s