Na zmywaku

śpiący zmywak1

Każdy wie, że jeśli nad ranem w zlewie są niepozmywane naczynia, to oznacza tylko jedno. Kuchenny chochlik Ludwik zastrajkował. Powody mogą być różne. Od tych najprostszych – gdy sterta naczyń grozi zawaleniem, poprzez brak prądu do zasilania zmywarki (w przypadku chochlików z gatunku Ludwik XVII), aż po rażące uchybienia z zakresu bezpieczeństwa i higieny pracy – stary, zniszczony zmywak lub resztki płynu do mycia naczyń. Nie ma jednak nic powszechniejszego niż zwyczajne zmęczenie chochlika. Wyczerpany ciężką pracą na zmywaku mały kuzyn ogrodowych krasnali potrafi przespać czasem nawet parę dni. Pod warunkiem, że ma wygodne legowisko. Na przykład czystą ścierkę do podłogi pod zlewem. Albo żelowe tabletki do zmywarki (ulubione poduszki chochlików z gatunku Ludwik XVII). Lub po prostu nowy, świeży zmywak. Warto pamiętać, że z braku odpowiedniego legowiska Ludwiki potrafią wyruszyć na poszukiwanie takowego, co może niekiedy trwać na tyle długo, że zasadnym będzie zmiana zastawy stołowej na jednorazową.

Ludwiki są dalekimi potomkami chochlików leśnych. Podobnie jak dzisiaj dziki lub niedźwiedzie, przemierzały kurczące się puszcze, a napotkawszy pola uprawne czy łąki rozplątywały snopy zboża lub zaplątywały końskie grzywy i ogony. Po trosze ze złości, po trosze dla zabawy. Wertując wczesnośredniowieczne dokumenty można obserwować ewolucję tych drobnych stworzeń. Część z nich na tyle oswoiła się z gatunkiem ludzkim, że sama zaczęła bądź to zapracowywać na posiłek i miejsce w gospodarstwie – jako domowe skrzaty, bądź też prowadząc wymianę handlową, głównie za znajdowane w skalnych rozpadlinach rzadkie minerały – jako kopalniane gnomy. Najbardziej leniwa grupa chochlików w zamian za barwne stroje i brylantynę do ufryzowanych bród do dziś dzień pilnuje trawników, oczek wodnych czy skalniaczków. To najlepiej znana grupa tworząca od XVIII wieku odrębny gatunek – Crasnalis Gardenis, czyli krasnal ogrodowy.

Były także takie zawody, których mistrzowie chętnie korzystali z pracowitych rąk małych pomocników, przymykając oczy na ich drobne figle. Konwisarze czy płatnerze zatrudniali ich zwykle przy obróbce metali, chociaż potem niektóre cynowe kubeczki były pokryte dziwnymi rysunkami, a w zbrojach zdarzał się innej barwy nit czy też lekko uwierający rycerza rzemień. Jednak do dnia dzisiejszego zachowała się głównie pamięć o małych pomocnikach zecerów i drukarzy. Zwinne, niewielkie istotki chętnie przebiegały po ramkach pełnych ołowianych czcionek z wałkami nasączonymi smolistym tuszem, pod warunkiem, że mogły potem asystować przy czyszczeniu czcionek i degustować stosowany w tej czynności rozpuszczalnik. Oczywiście nie byłyby chochlikami, gdyby co piewien czas nie poprzestawiały kilku czcionek, czy nie odwróciły ramki. Zdziwionym czytelnikom oraz składającym reklamacje kontrahentom drukarze odpowiadali więc zgodnie z prawdą, że wszelkie błędy to „chochlik drukarski”. Stąd do dziś zwrot ten jest używany w stosunku do wszelkich błędów w druku mimo, że przecież dzisiaj cały skład odbywa się komputerowo.

Życie drukarskiego chochlika upływało we wszechobecnym tuszu i oparach rozpuszczalnika. Nic więc dziwnego, że po pewnym czasie młodsze pokolenia zbuntowały się, spoglądając na żyjące wprawdzie nieruchomo, ale za to w luksusach, krasnale ogrodowe. Narastająca w nich niechęć do wszechobecnych plam przerodziła się z biegiem czasu w całkowitą awersję do wszelkiego brudu. Rozpoczęły więc exodus podejmując się pracy „na zmywaku” w karczmach i lokalach z wyszynkiem. Znaczyło to dosłownie, że chochlik siadał na zmywaku w zlewie i odpychając się kończynami jeździł po kolejnych sztukach zastawy, aż tę można było uznać za nadającą się do powtórnego użycia. To właśnie dlatego do dzisiaj zwrot „praca na zmywaku” jest popularny wśród dzisiejszych młodych pokoleń szukających swego szczęścia w emigracji zarobkowej.

Dzisiaj trudno dopatrzeć się podobieństwa między typowym chochlikiem drukarskim, a chochlikiem kuchennym, zwanym potocznie od konsumowanego w dużych ilościach płynu – Ludwikiem. Jednak o ile ten pierwszy zanika i żyje już raczej w zbiorowej świadomości jako rodzaj błędu, o tyle ten drugi stanowi dość istotny element światowej gospodarki wodno-ściekowej. Zdał sobie z tego sprawę Departament Zdrowia i Opieki Społecznej USA powołując w 2014 roku specjalną komisję mającą na celu określenie wpływu populacji chochlików Ludwików na ogólny stan higieny społeczeństwa, a także szanse i zagrożenia płynące z analizy zachowań behawioralnych tej grupy hominidów. Opublikowany na początku bieżącego roku raport podkreślał między innymi konieczność zapewnienia stałego, czystego i wygodnego miejsca spoczynku, które pozwoliłoby lokalnemu chochlikowi zregenerować siły. Firma OTOTO Design podjęła się trudnego zadania zaprojektowania takiego legowiska, które spełniałoby wymogi komfortu samych chochlików, pozwalając przy tym na pewną personalizację. W efekcie powstały miniaturowe łóżeczka z materacami z nowych zmywaków. Pierwsze badania terenowe przeprowadzone na reprezentatywnej grupie Ludwików stanu Ohio pozwalają wróżyć temu projektowi duży sukces, także komercyjny.

(Zdjęcie jak i sam projekt oraz produkt: OTOTO Design)
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s