Ogniem i mieczem

Globalne ocieplenie powoduje nieodwracalne straty w przyrodzie. Czasem zdarzają się jednak niespodzianki. Malejący w dramatycznym tempie lodowiec Pico d’Aneto w hiszpańskiej części Pirenejów uwolnił zamarzniętego 1200 lat temu najemnika z armii Roderyka walczącego z wojskami Abd ar-Rahmana. Po przewiezieniu do specjalistycznej kliniki i wykonaniu kilku skomplikowanych operacji neurochirurgicznych trzydziestoletni Wizygota odzyskał siły i postanowił swe nowe życie poświęcić marzeniu, którego nie mógł zrealizować w ósmym wieku, gdy fetysz związany z kobiecymi włosami był karany stosem. Obecnie łączy umiejętność fechtunku i niewinne dziś pragnienia w jedynym w swoim rodzaju zakładzie fryzjerskim.

Niesamowite umiejętności Alfredo Olmedo to wynik długich lat szermierczych zmagań, ćwiczeń i zwykłej szarej codzienności mrocznych czasów, w której fryzury „jak nożem uciął” były na porządku dziennym. Trudna sytuacja najemników wymagała w wielu wypadkach dzielenia włosa na czworo, a przecież wiele razy na takim włosku wisiało ich życie. Sam Alfredo, zwany wtedy jeszcze Aldarykiem, tylko o włos uniknął śmierci podczas swych potyczek z arabską potęgą. I to dosłownie o włos, gdyż włosy w tym czasie miał zaplecione w gruby, nigdy nie myty warkocz. Warkocz, w którym znajdowały się pozostałości jego wędrownych legowisk w postaci patyków, piór, łodyg traw, czy łańcuszków skradzionych uśpionym mocną okowitą hożym dziewojom, z którymi spędzał noce po otrzymaniu żołdu lub spieniężeniu wojennych łupów.

Ten pamiętny dzień, gdy wraz z dwudziestoma innymi najemnikami wyruszył sprawdzić przełęcz w okolicach lodowca Pico d’Aneto zapamiętał na całe życie. W zasadzie po rozmrożeniu pamiętał tylko ten dzień i nieliczne mgliste wyrywki z lat młodzieńczych. Droga była długa i trudna. Marznący deszcz przenikał głęboko pod wełniane peleryny. Zamieniał skalne ścieżki w podstępne zjeżdżalnie, a nieliczne zarośla w błyszczące twory szalonego artysty uprawiającego sztukę nowoczesną w hucie szkła. To właśnie zza jednej z takich kęp karłowatych drzew wyleciały strzały forpoczty armii Maurów. Hiszpańscy najemnicy nie mieli żadnych szans. na wąskiej skalnej ścieżce nie było żadnego schronienia. Jeden po drugim spadali na długi jęzor lodowca. Niektórzy mieli szczęście i zginęli od razu trafieni strzałą, inni przeraźliwym wrzaskiem informowali przeciwnika, że śmierć spotkają dopiero na lodowym rumowisku.

Aldaryk również wrzeszczał jak opętany. Strzała uwięzła w jego warkoczu, gdy obrócił głowę w stronę spadającego towarzysza. Ułamek milimetra dzielił jej ostrze od nabrzmiałej z wysiłku tętnicy szyjnej wojownika. Niestety impet, z jakim uderzyła naszego bohatera oraz odruch bezwarunkowy nakazujący natychmiastowy odwrót sprawiły, że przyszły fryzjer stracił równowagę i runął w ślad za towarzyszami w lodową rozpadlinę. Ostatnie, co zapamiętał, to zamykająca się nad nim biel śnieżnej lawiny wywołanej krzykami pokonanych.

Alfredo do dziś budzi się z krzykiem w środku nocy na samą myśl o zwierających się nad nim masach śniegu i lodu. Dlatego unika w mieszkaniu białego koloru. Jego komplety pościeli są krwistoczerwone, a ceramika w łazience – czarna. Aby przegnać złe wspomnienia nie rozstaje się z gazową zapalarką. Widok płomienia uspokaja go, a zapach palonych włosów klientów przywołuje najpiękniejsze strzępki starych wspomnień wyjątkowo udanego rajdu łupeżczego na bogatą iberyjską wioskę.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s