Dopalacze

dopalacze

Kompot z maku, to typowa staropolska potrawa postna – obok kompotu z suszu konopi indyjskich i brązowego cukru. Zwykle przyrządzany w rodzinnej (czyli bez dodatkowych świadków), świątecznej (po zmroku, by uniknąć przypadkowych świadków) atmosferze (oparach). Serwowany zwykle podczas uroczystości (libacji) w tzw. „strzałach”.
Legendarny „złoty strzał” wprowadzał konesera w świat Świętowita.
Na stałe.

Makowy wywar jest jedną z najstarszych na ziemiach polskich używką będącą obok konopi podstawą obrzędów religijnych czy pogrzebowych. Najstarsze ślady ziaren makowych pochodzące z terenów Wielkopolski datowane są na VI w. p.n.e. Rozpowszechniony przez Scytów obrządek obejmujący gotowanie makowego wywaru przy akopaniamencie jednostajnego szumu potrząsanych rytmicznie suchych makówek w oparach konopnego dymu był prawdziwą przyczyną dużego oporu przed przyjęciem nowej wiary za czasów Mieszka Pierwszego. To właśnie kompromisom wypracowanym podczas wprowadzania chrześcijaństwa na ziemie polskie zawdzęczamy tradycję makowych potraw na Boże Narodzenie. Warto również nadmienić, że w składzie obficie stosowanego podczas kościelnych uroczystości kadzidła, do XVII wieku przeważały mielone suszone liście konopne. Jak ważne były mak i konopie w tradycji wczesnośredniowiecznej Polski świadczy chociażby fakt, że ludność w ramach kompromisu wolała odpuścić sobie noc Kupały, aby zachować możliwość stosowania swych ulubionych używek w obrzędach związanych z nową religią. Możnaby się wręcz pokusić o dość daleko idącą analogię i stwierdzić, że słowiańskie plemiona na terenach Polski były hipisami wieki przed tym, nim to stało się modne.

O ile używanie konopi w celu osiągnięcia stanu pozwalającego na bliższy kontakt z bogiem (bez względu na jego pochodzenie) wymagało jedynie dostępu do konopi i ognia, o tyle z makiem był już związany cały rytuał. Gotowanie maku wymagało zebrania całych makówek ze słomą i użycia przez zbieracza garnka z wodą. Proces był długotrwały, a właściwe stężenie alkaloidów osiągało się dopiero po kilku godzinach. Wystarczający był to czas, aby opracować skomplikowany rytuał mający na celu wykazanie elitarności osób przygotowujących ekstrakt. Lub też wystarczający, by narąbać się z całą wioską miodem i odurzyć konopiami. W zależności od upodobań. Pozostawała zwykle jedna zasada – to zbieracz maku gotował wywar.

Tymczasem barszcz Sosnowskiego gotuje zbieracza. Sauté.

 

(Dopalacze Sosnowskiego rozkminiał graficznie Jarek Kozłowski)
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s