Hey now

hey now

Zobaczył obłok kurzu w oddali.
Hen w stepie jeźdźcy się zbliżali.
Niosły ich małe, rącze konie
Krótkie łuki dzierżyły ich dłonie.
Ku miastu co koń wyskoczy pędzili
Doniosłe przy tym okrzyki wznosili.

Dopadł więc okna i ile tchu
Zadął w swą trąbkę by zbudzić ze snu
W mieście rodzinnym wszystkie lokale.
Wyjrzeli przez okna mieszczanie ospale
By dojrzeć powód w poranka brzasku
Larum niesionego w trąbki wrzasku.

Szybko pojęli sens pyłowej chmury
I zgodnie ruszyli w te pędy na mury.
W ruch poszły deski, siekiery, młoty.
Nie został żaden człek bez roboty.
Piekarze stanęli na porannej zmianie
Ledwo zaczyn zrobili, kończą opiekanie.

A trębacz płuca na wieży wypluwa.
Obudzić Kraków to ciężka charówa.
Wtem nagle zamilkł w połowie tonu.
„Dosięgła go strzała!” rozległ się pomruk.
Z „Windołsów 3.1” ściągniętym: „TADAAM!”
Stanęli Tatarzy u Krakowa bram.

Mieszczanie niechętnie bramy otwierają
„Za wcześnie jesteście! Jeszcze dopiekają!”
„Stoły zbijać pomóżcie! Nie stójcie jak kołki!”
„Macie tym razem swoje własne stołki?”
Takimi tekstami mężni radcy miasta
Opóźniają gości, bo trwa wypiek ciasta.

Mężny hejnalista zaś nie poległ w boju
Ruszył w sukurs rodzinie, która w trudzie, znoju
Od ponad tygodnia soliła paluszki
(Choć nie własnych dłoni)
I układała w puszki
Krakersy „Lajkonik

 

Reklama w krypcie. Wiersz niestety nie jest sponsorowany. Ale krakersy pochrupać można.

(Grafikę popełnił niezastąpiony marsz, marsz Dąbrowski)
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s